Ostatni dzień z dzieciakami
Rano pobudka, śniadanie w pensjonacie i cała naprzód na zachód, w stronę lotniska. Przed nami 500km drogi, natomiast za nami - pędzący w naszą stronę huragan z deszczem. Gdy wyjechaliśmy na otwartą przestrzeń przy samej linii brzegowej oceanu, wiatr niemal spychał samochód na pobocze. Trzymałam kierownicę oburącz, siłując się z nią od czasu do czasu. Jeszcze nigdy nie widziałam, a właściwie nie czułam tak silnego wiatru. Wyobrażałam sobie, że goni nas huragan (który zresztą zapowiadano dzień wcześniej), jak jakiś straszny potwór, i że muszę przed nim uciec i ocalić moich towarzyszy podroży.
Po drodze mogłam się jeszcze chwilę nacieszyć pięknymi widokami pokrytch śniegiem gór, porośniętych zielonym mchem skał, przecinających tu, ówdzie naszą drogę strumieni, i oczywiście wyłaniającego się co jakiś czas oceanu. Moi pasażerowie zasnęli, a w radio po kiku dniach nieustannego promowania Beyonce, Rihanny i innych "modnych" artystów (odbierała tylko jedna stacja) zabrzmiał koncert symfoniczny. W tym momencie zrozumiałam, czego brakowało mi przez te wszystkie dni do uzupełnienia tego cudownego krajobrazu - dobrej muzyki. Z transu wyrwała mnie Kayla, która obudziła się na chwilę i zaspanym głosem domagała się wyłączenia "tego nudnego czegoś". Spojrzałam na nią wzrokiem mordercy i widocznie zrozumiała, że taka opcja jest niedostępna, więc wróciła do snu. Wszyscy drzemali, a ja pędziłam przez równiny Islandii, z orkiestrą symfoniczną w tle. A na twarzy miałam wielki uśmiech.
Na lotnisko dojechaliśmy kolo 13, pożegnaliśmy Kaylę i skierowaliśmy się w stronę Reykjaviku, prosto do naszej gospodyni z rbrnb. Na dworze była wichura, a Blue Lagoon mieliśmy zarezerwowane dopiero na 18, poprosiłam wiec Marę, nasza gospodyni, żeby Qavier i Chloe, którzy tego dnia opuszczali już Islandię, mogli posiedzieć z nami przez trzy godziny w jej mieszkaniu. Mara nie miała też nic przeciwko korzystaniu z jej kuchni, więc skoczyliśmy do zakupy spożywcze i godzinę później zaserwowałam dzieciakom I naszej gospodyni spaghetti z sosem pomidorowym i tuńczykiem. Albo byli tacy głodni, albo było rzeczywiście takie pyszne, ale chłopaki zjedli po trzy talerze!
Około 16 pojechaliśmy jeszcze na spacer po centrum Rejkjaviku a stamtąd już prosto na oddalony 50 kilometrów półwysep Reykjanes w południowo-zachodniej Islandii.
Blue Lagoon czyli Błękitna Laguna to miejsce niezwykłe. Zostało zaliczone przez National Geographic do cudów świata. Ja może bym tak daleko nie poszła z oceną tego miejsca, jednak przyznaje, że jest w nim coś kosmicznego. Woda w basenach, które otoczone sa skałami i mchem, ma kolor błękitno-mleczny. Nad nią unoszą się kłęby pary wodnej, a w pobliżu znajduje się elektrownia geotermalna. Laguna jest oczywiście stworzona przez człowieka, ale woda pochodzi z oceanu i jest pełna minerałów. Na dnie basenów czuć lepką maź, i tę samą można otrzymać przy basenie już jako maseczkę oczyszczającą do skóry. Podobno "każde islandzkie dziecko wie, że maseczka cynkowa oczyszcza skórę", tak twierdzą miejscowi. Błękitna Laguna to także luksusowe SPA z saunami, hotelem, restauracją i kilkoma barami.
Wielu turystów przyjeżdża do Islandii właśnie po to, żeby odwiedzić Blue Lagoon, niektórzy nawet nie wyjeżdżają poza część wyspy na której znajduje się laguna, lotnisko i stolica. Dla nas Błękitna Laguna była relaksującym zakończeniem dość męczącej podróży, i przyjemną, aczkolwiek bardzo drogą rozrywką. Przeciętny Olaf czy Jonas nie pozwala sobie na takie przyjemności.
Wichura, która goniła nas tego dnia od rana, dotarła do nas właśnie w lagunie. Leciał siarczysty deszcz z gradem i wiał silny wiatr, co dodawało kąpieli (na otwartym powietrzu) w gorącej wodzie i kłębach pary jeszcze więcej adrenaliny.
Po kilku godzinach moczenia się w gorącej wodzie, maseczkach błotnych i saunach odwieźliśmy Qaviera i Chloe na lotnisko, a sami wróciliśmy koło 1 w nocy do Mary. 600 kilometrów za kierownicą i godziny w gorącej wodzie powaliły mnie.





Komentarze
Prześlij komentarz
Może masz jakieś uwagi, komentarze? :)
Chętnie przeczytam Twoją opinię! Pozdrawiam, gusia