"Są rzeczy w niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom"
Powrót z Indonezji nie był łatwy.
Czułam się jak żołnierz wracający po przegranej wojnie do domu.
Poleciałam zdobywać świat, przezwyciężać swoje lęki, przełamywać uprzedzenia. Kupiłam przecież bilet w jedną stronę, chciałam poznać różnorodność kultury Indonezji, opłynąć wszystkie wyspy, zobaczyć rdzenne plemiona Papui, potężne fale na Sumatrze, orangutany na Borneo, i smoki na Komodo! Wyobrażałam sobie jak biegam po plaży w Wietnamie, chciałam poczuć się jak Indiana Jones w Kambodży, i uczyć się surfingu w Australii!
Poleciałam zdobywać świat, przezwyciężać swoje lęki, przełamywać uprzedzenia. Kupiłam przecież bilet w jedną stronę, chciałam poznać różnorodność kultury Indonezji, opłynąć wszystkie wyspy, zobaczyć rdzenne plemiona Papui, potężne fale na Sumatrze, orangutany na Borneo, i smoki na Komodo! Wyobrażałam sobie jak biegam po plaży w Wietnamie, chciałam poczuć się jak Indiana Jones w Kambodży, i uczyć się surfingu w Australii!
I po prostu pokochałam Indonezję!
Ale widocznie inaczej było mi pisane. Jeszcze nie teraz. Teraz czas wracać do domu.
Wymagałam pomocy. Dopiero stanęłam na nogi, ciężko radziłam sobie z codziennymi czynnościami, jak Mandi, ubranie się, czy mycie zębów. Byłam zależna od innych i nie mogłam sobie z tym poradzić. Tęskniłam za domem. Tęskniłam za rodziną, za przyjaciółmi, za długimi spacerami z Anią i Juniorkiem, za moim pianinem. Wiedziałam, że tam, po drugiej stronie planety ktoś się o mnie zamartwia. Czułam się winna. Brakowało mi też poczucia bycia kimś zwykłym, nie wyróżniającym się z tłumu, swego rodzaju anonimowości. Nie chciałam się już tłumaczyć, jaką wyznaje religię, dlaczego mam tatuaż, dlaczego kobiety w Europie chodzą tak skąpo ubrane, dlaczego trzymamy psy w domu, dlaczego podróżuję, dlaczego nie mam męża.......
Jednak Indonezja to miejsce niezwykłe. Bo gdzie indziej mogłam chodzić po ogniu, pić krew z nietoperza, jeść kobrę czy oglądać wschód słońca przy wulkanie, i nie robić tym samym nic nadzwyczajnego. To na Bali skulone staruszki sprzedają magiczne grzybki, które noszą w wiklinowym koszyczku, a alkohol pije się z plastikowego worka. Na Jawie produkuje się najdroższą na świecie kawę, kopi luwak, którą zachwycają się bufony na całym świecie, nie wiedząc pewnie, że jej ziarna wydobywa się z odchodów małych futrzaków. I tam też na jednoosobowym skuterze potrafi jeździć cała 5-osobowa rodzina.
Indonezja to miejsce pełne sprzeczności i wariactw, jak każdy kraj.
To miejsce różnokolorowe, cudowne i magiczne.
W naszej szkolnej bibliotece, która była równocześnie świetlicą, i salą lekcyjną, pracowała pewna drobniutka tajemnicza dziewczyna. Nie była zbyt lubiana przez innych, mówiono mi „z dobrego serca”, żebym się z nią nie zadawała, bo to "zła kobieta, czarownica". „W tajemnicy” dowiedziałam się, że opętała szkolnego informatyka i „zmusiła go do małżeństwa”. Swoją drogą, urocza była z nich para. Zawsze uśmiechnięci, cisi i przyjaźnie nastawieni do wszystkich. Raczej starałam się jej unikać, podążając za radą tzw „dobrych ludzi”. Jednak nie dostrzegałam w niej nic "złego", nie tak wyobrażałam sobie czarownice. Emanowała od niej taka pozytywna energia!
Pewnego dnia, jeszcze przed szpitalem, jej mąż przyszedł do mojego pokoju „naprawić” mi internet. Strasznie bolała mnie wtedy głowa. W pewnym momencie spojrzał na mnie i powiedział: „Miss Agata, niech Pani pójdzie do mojej żony, ona Pani pomoże”. Po czym uśmiechnął się i odszedł.
Gdy skończyłam lekcje i wracałam jak zwykle, otoczona garstką zaczepnych uczniów do mojego pokoju, zobaczyłam, że drzwi do świetlicy są jeszcze otwarte. I wtedy pojawiły się w mojej głowie dwa głosy: Hamdyi, która mówi mi, że mam uważać na tę złą kobietę, i ten drugi - głos mojego serca i jednocześnie mojej zwykłej ludzkiej ciekawości.
Gdy weszłam do świetlicy, ona już tam na mnie czekała. Uśmiechnęła się, poprosiła mnie żebym usiadła, i nic nie mówiąc położyła mi ręce na głowie. Po kilku minutach skinęła głową, uśmiechnęła się uroczo i powiedziała, ze powinno być mi już lepiej. I było.
Coraz częściej zaglądałam do biblioteki. A „życzliwe osoby” coraz bardziej krzywo na mnie patrzyły. Okazało się, że jedna z nich była zakochana w naszym informatyku, jednak ten wybrał uroczą bibliotekarkę. Później liczyła również na Raya, jako na potencjalnego kandydata na męża, jednak on wolał spędzać swój wolny czas ze mną i z Upe, przez co również naraziłam się „życzliwej” Hamdyi.
Po powrocie ze szpitala mieszkałam jakiś czas w domu jednej z moich uczennic, Belle. Ich służąca pomagała mi w codziennych pracach. Jednak życie na czyjś koszt, zależność od pomocy innych, nie leżą w mojej naturze. Pewnego dnia spakowałam się, podziękowałam serdecznie za pomoc, i mimo sprzeciwów i łez, wróciłam do "moich kur" w SAIMS. Wszyscy przywitali mnie bardzo serdecznie, wesoły śmiech dzieci, śpiew i dźwięki gitar przywróciły mi chęci do życia. Poprosiłam Upe, żeby pomógł mi pójść do biblioteki.
Ona już na mnie czekała. Wyprosiła grzecznie dzieci z sali, wraz z Upe położyli mnie na brzuchu na podłodze, po czym zaczęła masować moje obolałe ciało. Każdy dotyk sprawiał mi ból. Chciałam krzyczeć! I w tym samym momencie usłyszałam za głową długie i głośne beknięcie... A potem następne... Byłam w takim szoku, ze już nie myślałam o bólu. Nie miałam nawet odwagi się odezwać. A beknięcia się powtarzały. W pewnym momencie wstała, pobiegła do okna i... zwymiotowała! Zerknęłam na nią: miała czerwona twarz, była spocona i zmęczona. I wtedy, jakby nigdy nic, wróciła, i kontynuowała. A ja nadal nie miałam odwagi nic powiedzieć. Gdy jednak po raz drugi popędziła do okna żeby zwymiotować, nie wytrzymałam, zerwałam się z podłogi i podbiegłam do niej. I w tym samym momencie zorientowałam się, co właśnie zrobiłam. Pierwszy raz od kilku tygodni, o własnych siłach wstałam z podłogi i na dodatek - byłam w stanie pobiec! To było zaledwie kilka kroków, ale odważę się stwierdzić, że podobnie czuł się w 69’ Neil Armstrong, kiedy stanął na księżycu..
Wróciłam do niej na drugi dzień.
Po tygodniu pojechałam sama na motorze na kontrole do szpitala. Lekarz nie wierzył własnym oczom.
"Są rzeczy w niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom".




Komentarze
Prześlij komentarz
Może masz jakieś uwagi, komentarze? :)
Chętnie przeczytam Twoją opinię! Pozdrawiam, gusia