Coś zbyt łatwo nam poszło...
Zwlekłam się z łóżka przed 10. Nigdzie nam się nie spieszyło, wiązała nas jedynie godzina zwrotu samochodu, tj. 15.00. W związku z tym na śniadanie zrobiłam omlet z szynką i do tego tosty z serem - na bogato! Mara zostawiła nam na blacie kuchennym pożegnalną notatkę i propozycję wycieczki na dzisiejszy dzień- ręcznie narysowaną mapę z planem zwiedzania. Idealna propozycja na ostatni dzień! Zrobiliśmy kanapki na drogę, wzięliśmy rzeczy, a na stole zostawiliśmy notatkę i butelkę śliwkowej wódki na deszczowe wieczory. A to się pewnie zdziwiła!
Gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu Aylton zaklął jakby się świat walił. Na parkingu zobaczył kota i był przekonany, że przez przypadek wypuściliśmy kota Mary. Oczywiście kot był zupełnie inny: bardziej puchaty, bardziej brązowy. I był jednym z setek kotów w okolicy...
Pojechaliśmy autostradą w kierunku lotniska i zjechaliśmy z głównej drogi zgodnie z mapą Mary. Nagle krajobraz z miejskiego, pełnego samochodów i budynków zmienił się znowu w ten księżycowy. Gdy przy drodze zobaczyliśmy parę autostopowiczów od razu zatrzymaliśmy samochód. Tor i Lava, czy może Thor i Luva?, para Duńczyków studiujących w Reykjaviku tak jak my wybrali się na wycieczkę poza miasto. I tak razem, opierając się o szkic Mary przemierzaliśmy bezkresy parku narodowego.
Zatrzymaliśmy się przy otoczonej śniegiem lagunie, klifach, naturalnych geotermanych źródłach, które mieniły się odcieniami żółci i szarości, parowały i bulgotały od gorąca, i produkowały bardzo intensywny zapach... zgniłych jaj, od siarki, które zawierają. Mieliśmy nawet okazję przyjrzeć się ekstremalnej sesji zdjęciowej pary Koreańczyków - sesji PRZEDślubej, w sukni ślubnej na Islandii w temperaturze 0 stopni.
Gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu Aylton zaklął jakby się świat walił. Na parkingu zobaczył kota i był przekonany, że przez przypadek wypuściliśmy kota Mary. Oczywiście kot był zupełnie inny: bardziej puchaty, bardziej brązowy. I był jednym z setek kotów w okolicy...
Pojechaliśmy autostradą w kierunku lotniska i zjechaliśmy z głównej drogi zgodnie z mapą Mary. Nagle krajobraz z miejskiego, pełnego samochodów i budynków zmienił się znowu w ten księżycowy. Gdy przy drodze zobaczyliśmy parę autostopowiczów od razu zatrzymaliśmy samochód. Tor i Lava, czy może Thor i Luva?, para Duńczyków studiujących w Reykjaviku tak jak my wybrali się na wycieczkę poza miasto. I tak razem, opierając się o szkic Mary przemierzaliśmy bezkresy parku narodowego.
Zatrzymaliśmy się przy otoczonej śniegiem lagunie, klifach, naturalnych geotermanych źródłach, które mieniły się odcieniami żółci i szarości, parowały i bulgotały od gorąca, i produkowały bardzo intensywny zapach... zgniłych jaj, od siarki, które zawierają. Mieliśmy nawet okazję przyjrzeć się ekstremalnej sesji zdjęciowej pary Koreańczyków - sesji PRZEDślubej, w sukni ślubnej na Islandii w temperaturze 0 stopni.
Zostawiliśmy naszych towarzyszy podróży w nadmorskim miasteczku Grensvik i pojechaliśmy w stronę lotniska, oddać samochód.
Gdy tak totalnie zrelaksowani czekaliśmy na kontrole stanu samochodu, nagle usłyszeliśmy "przednia szyba jest uszkodzona, to będzie 486€". W tym momencie zamarłam, a u Ayltona nastąpiła relacja szokowa: jego dolna szczęka powoli opadła, a powieki podniosły się maksymalnie wysoko, odsłaniając całe białka jego oczu. Po 20 minutach ciszy, które prawdopodobnie były tylko okropnie długimi 20-ma sekundami, włączył mi się instynkt obronny i od razu zapytałam, dlaczego musze płacić za całą szybę przez jedną małą dziurkę na szybie, czy nasze ubezpieczenie tego nie pokrywa, i czy na pewno nie było tego uszkodzenia wcześniej. Pan chyba zrozumiał, że ta cena dla nas jest bardzo wysoka i przeprosił nas na chwilę. Gdy wrócił po 10 minutach zaproponował nam drugą wersję w cenie 190 €. No cóż, zawsze lepiej 190 niż 486.... W samolocie na pocieszenie wypiliśmy whisky z colą, żeby koniec naszej podróży był mimo wszystko pozytywny. 150ml na dwóch po tak intensywnej podróży było jak "pół litra na łebka", także ostatecznie było wesoło :)
Przyznam, że Islandia to najdroższe, ale jednocześnie najpiękniejsze miejsce, w jakim byłam. Przy odrobinie pomysłu, organizacji i chęci - da się, wcale nie wydając fortuny. Wyspa jest miejscem kosmicznym, czasem można się poczuć jak na Marsie, czasem jak w krainie elfów. Jest cudownie, a jednocześnie mistyczne i jakby groźnie. Na każdym kroku czuję się potęgę i siłę przyrody, jej piękno, ale i jej pułapki. A najpiękniejszy w tym wszystkim jest ten bliski kontakt z naturą, z górami, oceanem, równinami, strumieniami, wodospadami. Prawie nie ma tu przemysłu, nie ma potężnych fabryk, pociągów, drapaczy chmur, są za to ptaki, konie i owce. I ten cudowny zapach i głos Matki Natury...





Komentarze
Prześlij komentarz
Może masz jakieś uwagi, komentarze? :)
Chętnie przeczytam Twoją opinię! Pozdrawiam, gusia