PECHOWY (a może interesujący?) NOWY ROK

03.01.2012

Wszystko nie tak. Wstaje rano z okropnym bólem ucha, spuchnięta stopą i płonącymi ramionami. Ubezpieczalnia mnie olała. Na dodatek dostaje smsa od mojego szefa, żebym usunęła opublikowane przeze mnie na Facebooku zdjęcia z Bali, gdyż mogą je zobaczyć uczniowie i nauczyciele. A przecież nie publikowałam żadnych zdjęć. Czy ja o czymś nie pamiętam? Przez całego sylwestra wypiłam dwa piwa w obrębie jakiś 10 godzin. Co takiego strasznego zrobiłam? Pędzę do kawiarni obok hotelu zobaczyć co tam zbroiłam….

Hmm, Paul oznaczył mnie na zdjęciu. Stoje ze znajomymi, każdy trzyma w ręce butelkę balinejskiego piwa Bitang. Tak, to rzeczywiście może zdeprawować zarówno uczniów, jak i nauczycieli…!

Co noc słucham modlitw, chodzę w upale 50 stopni w długich rękawach i w długich nogawkach, a mój szef przekonuje mnie, że pięknie bym wyglądała w chuście na głowie. Chyba właśnie granice mojej tolerancji kulturowej i religijnej zostały lekko naruszone. Ani mi się śni usuwać oznaczeń na zdjęciach. Wrzucam wszystkich nauczycieli i uczniów do jednej listy i ograniczam ich dostęp do moich zdjęć. Jestem zła.

FOCH

Niebo i ocean, mieniące się różnymi odcieniami błękitu i świeża bryza na plaży, razem z orzeźwiającą zimną kawą i lodami z Mc Donalda szybko poprawiają mi humor. Widok dzieci skaczących przez fale, surferów walczących z żywiołem, tubylców grających w piłkę, bule wypatrujących zachodu słońca oraz rozmowy z umęczonymi sprzedawcami, namawiającymi kolejny raz do zakupu lodów, naszyjników czy batiku – to to, czego tak bardzo brakuje mi w Surabaya.

Wieczorem spotykamy się z Viqi i jego sąsiadami. W międzyczasie dzwonie kolejny raz do ubezpieczalni, gdzie bardzo miła, ale niezbyt inteligentna Pani, ponownie zadaje mi mnóstwo pytań i po moim uporczywym naleganiu podaje mi wreszcie adres do kliniki. Łącznie „pogawędka” z tą miłą panią kosztowała mnie już 80 000 rupii…

Jadę z Viqi do kliniki. Traktują mnie tam jak księżniczkę. Nawet nie spodziewałam się, że o północy w szpitalu ktoś może mieć taki dobry humor i tyle energii. Zajmuje się mną przystojny pan doktor, 3 pielęgniarki i jeden pielęgniarz. AWWWWW…. Czyszczenie rany, łącznie z wyciskaniem brudu, nie należą do najprzyjemniejszych. Do tego trzy zastrzyki w pakiecie, przeciwko tężcowi i wściekliźnie... (dwie kolejne dawki mam otrzymać już w Surabaya). Przy okazji okazuje się, że mam mocne zapalenie ucha, a pan doktor wydaje się nadzwyczaj zmartwiony (ojoj…. ;)

Na pożegnanie mierzenie ciśnienia i mała drzemka, w ładnej torebeczce dostaję antybiotyk, leki przeciwbólowe i maść antybakteryjną z dokładnym opisem stosowania. I wszyscy uśmiechnięci życzą mi powrotu do zdrowia i machają na pożegnanie. A za wszystko płaci „pani miła, ale niezbyt inteligentna”. Jednym słowem: WOW! J

Komentarze

Popularne posty