MIŁOŚĆ NA BALI

W przeciwieństwie do klubów, dyskotek i barów, plaża w nocy jest pusta, cicha i nastrojowa. Zapach oceanu, wiatr we włosach, świeże powietrze, miliony gwiazd na niebie i mięciutki piasek pod nogami (a czasem kraby… ;)…

Na plaży mijamy tubylców – dziewczynę i dwóch kolesi, popijających coś i podśpiewujących do dźwięków gitary. Uśmiecham się, a oni od razu zapraszają nas do siebie. Nie udaje nam się wywinąć od powitalnego kieliszka (a raczej papierowego kubka) tradycyjnego anaku (coś w stylu wódki, tyle że kosztuje tu jakieś 10 000 Rupii, czyli mniej niż 4 złote…). Dowiaduję się, że grywają razem w różnych lokalach, a wieczorami odpoczywają-również przy muzyce. Właśnie skończyli koncert dla znudzonych, bogatych turystów w jednym z luksusowych hoteli.

Yesovi zapamiętam do końca życia. Jej uśmiech, a przede wszystkim jej głos i to co, potrafi z nim zrobić, sprawiają, że się po prostu rozpływam.. To chyba jedna z najromantyczniejszych nocy w moim życiu. Yesovi przez cały czas śpiewa o miłości, a jej oczy płoną prawdziwym uczuciem. Po 2 godzinach, przepełniona pasją (i anakiem) podaje mi swój telefon, w którym jest napisane „jestem w nim zakochana, ale on o tym nie wie” i zerka znacząco na gitarzystę.. (czyż to nie urocze???:) Gdy ona patrząc na niego śpiewa kolejny raz słowa I LOVE YOU, on wydaję się całkowicie pochłonięty grą i śpiewem (czasem mam ochotę go po prostu rąbnąć!!). Nawet nocny deszcz i chłodny wiatr nie burzą tej cudownej atmosfery… AWWWWW… J

Z czasem przyłącza się do nas zagubiony, lekko podpity Australijczyk Dylan, i równie zagubiony Boby(?), około 40-letni Jawajczyk, który do naszego plażowego „barku” z anakiem, sokiem mango, spritem i wodą mineralną, dołącza jeszcze pół butelki wina i pudełko z jedzeniem. Ryż, ryba, kalamary w cieście i krewetki podane do stołu! ;)

I tak mija godzina za godziną a niebo robi się coraz jaśniejsze. Słuchając muzyki i kibicując w sercu Yesovi, ledwo zauważam wschodzące już słońce…

Komentarze

Popularne posty