CARPE DIEM!

6. grudnia 2011

Podróż zaczynam od Paryża, gdzie spędzam 2 dni w doborowym towarzystwie J Wieza Eifla, Louvre i łuk triumfalny odhaczone;) po raz drugi. Moje umiejętności posługiwania się językiem francuskim dość szybko okazują się złudzeniem… ;)

8.grudnia 2011

Dostanie się do samolotu wcale nie jest takie łatwe. Oprócz skomplikowanego dojazdu do przystanku z którego odjeżdżają autobusy do lotniska, problemem okazuje się również dotarcie do samego samolotu. Na lotnisku prawie nikt nie zna angielskiego, ludzie wysyłają mnie z miejsca na miejsce, nie potrafiąc nic wytłumaczyć. Biegam z 30-to kilogramowym bagażem po całym lotnisku, z góry na dół, z dołu do góry i spowrotem… a czas biegnie nieubłaganie. Wreszcie udaje się, na ostatni moment: jestem w samolocie. Za 13h powinnam dotrzeć do Azji, do Malezji. W samolocie poznaje Francuzkę, która właśnie rzuca życie europejskie na koszt nowego życia w Indonezji. Kolejny człowiek zafascynowany tym krajem. Hmmm…

Komentarze

Popularne posty