MUSIC, BABY!
26.12.2011
Dzisiaj mam jechać z Reyem na koncert rockowy jego zespołu, jakąś godzinę drogi od Surabaya, ścigaczem. Ale leje jak z cebra, znowu. W ciągu 5minut drogi pokrywają kałuże na 20cm głębokości. Razem z Upe i Reyem nagrywamy kolejna piosenkę. Najpierw klawisze, potem gitara, trochę bitu, trochę skrzypiec. Nie umiem wyjść z podziwu nad talentem Reya. Przy okazji oni odkrywają moje talenty wokalne - operowe (tzn. oni tak twierdzą, żeby nie było,) ;) Po 2h nagrywania wokalu do 5 minutowego kawałka dostaje pierwszego w Indonezji ataku astmy (zawsze musi być ten pierwszy raz;). Mój nauczyciel (w bahasa indonesia –guru) jest bardzo wymagający, a dźwięki mega wysokie. Ale ile przy tym zabawy!
Kocham ten kraj, w którym prawie każdy potrafi grać na jakimś instrumencie, albo chociaż próbuje;) i każdy zaczyna dzień od śpiewania, albo chociaż nucenia podczas brania porannego mandi… J
I tak znowu mijają godziny przy muzyce, i nikomu z nas nie spieszy się domu, ani na kolacje…
Wieczorem - wypad z chłopakami do przydrożnego baru na prawdziwie świąteczny obiad: Kaczka, czyli prawie jak w domu!!! Tyle, że zamiast jabłek – potarte młode mango, zamiast klusek – ryz, a zamiast czerwonej kapusty – kawałek ogórka i liść kapusty. A zamiast noża i widelca – lewa i prawa ręka… ;)
Po kolacji odwiedzam z Reyem Rock Music School, w której jest nauczycielem, i odkrywam tajniki gry na elektrycznej gitarze, perkusji, keyboardzie i pianinie. I tak upływają kolejne godziny przy dźwiękach muzyki….


Komentarze
Prześlij komentarz
Może masz jakieś uwagi, komentarze? :)
Chętnie przeczytam Twoją opinię! Pozdrawiam, gusia