ZYCIE „W ZGODZIE” Z NATURĄ, CZYLI MÓJ NOWY DOM
23.12.2011
Minęły już 2 tygodnie od mojego przyjazdu. Powoli się tu zadamawiam
Mój pokój znajduje się w osobnym budynku na terenie szkoły, w którym są jeszcze pokoje innych nauczycielek jak: Hamdiya, Wuri, Oni… oraz stołówka dla dzieci. Męska część nauczycieli mieszka w głównym budynku na piętrze. Pokój jest dość duży. Mam jedną szafę, biurko, łóżko, klimę (która działa na swój specyficzny sposób: gdy ją włączam jest okropnie zimno, bez względu na temperaturę czy program który ustawie). Z czasem uczę się sztuki wyłączania i włączania klimy w odpowiednim czasie, tak żeby utrzymać znośną temperaturę a przy okazji nie zamarznąć (na dworze jest ponad 30 stopni i okropnie duszno!). W pokoju mam dwa okna – zasłonięte 24h/dobę różowymi zasłonami. Dlaczego? Otóż, z jednego okna mam widok na moją ubikacje, z której codziennie korzysta około 40 nieproszonych gości… Drugie okno natomiast wychodzi na stołówkę… więc każdy ma idealny wgląd do mojego pokoju, a żeby było mało, zamek jest zepsuty, wiec każdy też może do mnie wejść… nie ma jak prywatność J
No i punkt kulminacyjny prezentacji mojego nowego domu: moi „ukochani” sąsiedzi - kury, koguty, świnki morskie, ptaki. Do tego miliony komarów atakujących z każdej strony, mnóstwo kotów, grzebiących w śmietnikach i działających mi na nerwy (warczą i wydają różne upiorne dźwięki, gdy jem lunch i nie chcę się z nimi podzielić), mrówki, wcinające, co popadnie, karaluchy (chociaż w porównaniu do Mauritiusa można powiedzieć, że tutaj ich prawie wcale nie ma), jaszczurki biegające po suficie, czasem myszy i ostatnio zamieszkały w moim pokoju, duży i mało apetyczny pająk, z białym brzuchem.
KURY
Powiedziałabym: temat dość drażliwy. Nigdy nie śpią, wiecznie gdaczą, pieją, kwaczą, czy co tam jeszcze innego… W każdy razie działają mi mocno na nerwy i zakłócają bardzo skutecznie moją ciszę nocną! Co noc około 3 zaczyna się prawdziwy koncert: żaby rechoczą upiornie, jaszczurki szeleszczą/cykają, (potężne) ryby w naszym oczku wodnym głośno pluskają, komary bzyczą koło ucha, koty miauczą, a czasem warczą, a kury… kury przekraczają wszystkie możliwe granice przyzwoitości. W dodatku są mega monotonne, i wydają te upiorne dźwięki w bardzo rytmiczny i niezwykle denerwujący sposób. Około 3 w nocy zaczynają się modlitwy/śpiewy (przez mikrofon), które ewidentnie motywują wszystkie te „cudowne” zwierzęta do jeszcze intensywniejszego wyrażania siebie...
Taaaaa…
Ale po dwóch tygodniach chyba jest mi już wszystko jedno. Nie lubię tych moich kur ani kotów, i one chyba tez nie lubię mnie, ale zaczęliśmy się powoli akceptować… ;)


Komentarze
Prześlij komentarz
Może masz jakieś uwagi, komentarze? :)
Chętnie przeczytam Twoją opinię! Pozdrawiam, gusia